Poniedziałek we wtorek

a99Zazwyczaj w poniedziałki pracuje mi się dość kiepsko, bo nie mogę odnaleźć się po weekendzie, jednak akurat w tym tygodniu poniedziałek był zadziwiająco dobry, przyjemny i owocny. Pozyskałem kilku dużych klientów, sprzedałem paręnaście usług i przybliżyłem się do realizacji swoich planów sprzedażowych. Co więcej, miałem równie przyjemny wieczór, bo niespodziewanie do Zawiercia przyjechał mój dawny przyjaciel z rodziną i wyszliśmy na miasto, żeby powspominać stare, dobre czasy.

Dzisiaj mamy wtorek i dzisiaj pracuje mi się tak, jak zazwyczaj ma to miejsce w poniedziałki, doradca ds. sprzedaży Zawiercie. Gdy tylko podniosłem się z łóżka z lekkim bólem głowy to od razu wiedziałem, że dzisiejszy dzień będzie taki sobie i raczej nie zapamiętam go jako coś cudownego. Poranny ból głowy zawsze oznacza, że nawet gdybym bardzo chciał to i tak mniej więcej do godziny 12.00 nie uda mi się go pozbyć. Cóż, lekki kac chyba każdego kiedyś dotknął i każdy wie na czym on polega. Trzeba go przeczekać i tyle.

W pracy jestem mniej więcej od dwóch godzin i na razie nie zrobiłem zbyt wiele. Cały czas łapię za słuchawkę i próbuję dzwonić do klientów, jednak albo mi coś przerywa, albo klient nie odbiera, albo nie jest zainteresowany. Od rana nic jeszcze nie sprzedałem, podczas gdy inni doradcy mają już pierwsze transakcje na swoim koncie. Mam nadzieję, że po 12.00 moja forma się odmieni i nadrobię wszelkie straty.

I dobry humor wzięło w łeb!

Nie wiem czy znacie tę sytuację, gdy zapowiada wam się dobry, pełen pozytywów dzień, a nagle wydarzy się coś tak paskudnego, że miejsca psuje wam humor i burzy spokój na kilka kolejnych godzin. Mnie taka sytuacja spotkała jakiś czas temu i pozostawiła po sobie tak wielki niesmak i rozczarowanie, że chciałbym nigdy więcej już jej nie powtórzyć. Rozczarowanie jest właściwie najlepszym słowem, jakie można użyć określając mój nastrój tamtego dnia. Byłem zwyczajnie zawiedziony, że dzień, który miał być radosny i bardzo owocny został zakłócony przez jakieś wydarzenie, które zmniejszyło jego wspaniałość i przyjemność.

13Pewnie zastanawiacie się o co mi dokładnie chodzi – tak obrazowo nakreśliłem całą tą sytuację a nie powiedziałem na czym dokładnie wszystko polegało. Otóż, tego pięknego jesiennego dnia jak co dzień wstałem o 7.00 rano i pełen werwy szykowałem się do pracy. Tego dnia miałem umówionych aż siedem rozmów z klientami, co nie zdarza się zbyt często. Ba, mi nigdy wcześniej się nie przydarzyło. Wiedziałem, że z podpisanych tego dnia umów dostanę całkiem niezłe premie, za które będę mógł sobie kupić coś fajnego, doradca ds. sprzedaży Koszalin. Dodatkowo, wieczorem umówiłem się na wyjście z kolegami do miasta, bo w końcu jakoś trzeba było ten piątek uczcić.

Niestety, w połowie dnia mój dobry humor i wszystkie plany wzięło w łeb, bo zorientowałem się, że po drodze z domu do pracy zgubiłem gdzieś klucze do mieszkania. Na spotkaniach z klientami w ogóle nie mogłem się skupić, a wieczorne wyjście zostało przełożone, bo przez kilka godzin musiałem siedzieć na klatce i czekać na ślusarza.

Nerwy w domu

W większości przypadków staram się nie przynosić swoich zawodowych smutków i nerwów ze sobą, do domu, bo nie chcę, by moi bliscy uważali mnie za jakiegoś mruka i nerwusa, który nie potrafi odseparować spraw zawodowych od prywatnych. Co by się nie działo, tak zawsze przed przekroczeniem progu domu próbuję się uspokoić, przybrać prawdziwie radosną minę i nie dać po sobie poznać, że coś jest ze mną nie tak. Gdybym starał się choć odrobinkę mniej, na pewno moje dwie małe córki od razu wyczułyby, że tatuś jest jakiś spięty i podenerwowany. Żonie wystarczy zaledwie jeden rzut oka na moją twarz i już wie czy mam dobry humor czy jestem przytłoczony pracą. Mogę świetnie udawać przed dziewczynkami, jednak przed żoną niczego nie ukryję.

12Przez całe popołudnie trzymam nerwy na wodzy i nie narzekam na swój zawód, na obowiązki, na kadrę zarządzającą i klientów, doradca ds. sprzedaży Zielona Góra. Dopiero wieczorem, gdy dziewczynki pójdą już spać, a my mamy czas tylko dla siebie mogę bez przeszkód opowiedzieć żonie z czym mam problem i o czym w danym momencie myślę. Nie podsłuchują nas wtedy małe, wścibskie uszy, dlatego mogę być szczery i pokazać prawdziwe, targające mną negatywne emocje.

Moja małżonka jest świetną słuchaczką (pewnie po części dlatego została moją żoną), a do tego zawsze potrafi dać mi dobrą radę i jakoś wesprzeć na duchu. Jej pocieszanie nie ogranicza się do suchego „Nie martw się, będzie dobrze”, a zawsze ma głębszy sens i jest bardzo pomocne.

Nagła depresja

Od kiedy moja starsza siostra straciła pracę doradcy ds. sprzedaży, czyli mniej więcej od dwóch tygodni, Lidka całymi dniami przesiaduje w swoim pokoju i w ogóle nie wychodzi na zewnątrz. Nie wiem co jej się stało, bo przecież nawet tej pracy nie lubiła. Powtarzała w kółko, że denerwuje ją kierownik i praca jest niewdzięczna. Sama zastanawiała się czy nie odejść z firmy, jednak jej pracodawca wyprzedził jej plany i sam zatroszczył się o zwolnienie Lidki.

4Na początku jej odosobnienia myślałam, że jest to jedynie przejściowy stan, po którym zaraz nie będzie śladu. Lidka nigdy nie potrafiła się smucić dłużej niż dwa-trzy dni. Po tym czasie zawsze wracała do swojej normalnej, wesołej natury. Tym razem depresja Lidki nie opuściła jej ani po trzech dniach, ani do tej pory. To, co kiedyś wydawało mi się głupie i dziecinne w zachowaniu Lidki teraz nagle stało się czymś strasznym i przerażającym. Nie mam zielonego pojęcia co dzieje się w głowie mojej siostry i jak ją z tego wyciągnąć. Rodzice są równie przerażeni jak ja i już nawet zadzwonili do zaprzyjaźnionej pani psycholog z prośbą o poradę. Lidka niby uczestniczy w życiu rodzinnym – jada z nami posiłki i siedzi wieczorem przed telewizorem, jednak w tym wszystkim jest jakaś zamknięta. Poza godzinami wspólnego relaksu siedzi zamknięta w pokoju i w ogóle z niego nie wychodzi. Czy to jest normalne? Na pewno nie. W jej pracy musiało się wydarzyć coś bardzo złego, bo nie wierzę, że Lidkę tak bardzo przybił fakt utraty nielubianej posady, doradca ds. sprzedaży Radom.