Szaleństwa tego dnia

20Dzisiejszy dzień należy do najbardziej szalonych w mojej karierze na stanowisku doradcy ds. sprzedaży, doradca ds. sprzedaży Toruń. Wszystko dlatego, że od samego rana w moim życiu i pracy zawodowej dzieją się rzeczy, o których nigdy wcześniej bym nie pomyślał. Wszystko zaczęło się od chwili, gdy wychodząc z domu do pracy prawie nie potknąłem się o dwie nieotwarte butelki mleka. Czasy, gdy świeże mleko stawiano pod drzwiami każdego poranka już dawno minęły, dlatego widok dwóch butelek mleka wprawił mnie w niemałą konsternację i rozbawił tak bardzo, że śmiałem się nawet w chwili wsiadania do autobusu podmiejskiego. Nie wiem kto mi zrobił żart z butelkami, ale był naprawdę dobry.

Początek dnia w pracy był bardzo typowy – mnóstwo rozmów z klientami, dogadywania umów, sporządzania dokumentów i śledzenia realizacji danych zamówień. Dzień jak co dzień, doradca ds. sprzedaży Toruń. Dopiero tuż po 12.00 wydarzyło się coś dziwnego, a mianowicie zostałem zaproszony na indywidualną rozmowę do prezesa. Byłem przerażony, bo wydawało mi się, że zostałem wezwany by otrzymać jakąś straszną burę lub, co gorsza, otrzymać rozwiązanie stosunku pracy. U prezesa zjawiłem się wystraszony i tak zdenerwowany, że zapomniałem języka w gębie. Do końca spotkania nie powiedziałem praktycznie nic, a w połowie swego wywodu prezes powiedział mi, że postanowił awansować mnie na doradcę ds. klientów kluczowych. Przyczyna szoku się zmieniła, jednak mój splątany język nadal pozostawał bez odpowiedzi. Dopiero, gdy prezes spojrzał na mnie wyczekująco udało mi się otrząsnąć z szoku i podziękować.

Z nizin na wyżyny

Zanim dostałam awans na stanowisko samodzielnego doradcy ds. sprzedaży, przez długi czas pracowałam jako pomoc w dziale sprzedażowym. Przez blisko dwa lata byłam najniższym pracownikiem w firmie, co bardzo mi przeszkadzało. Może byłoby inaczej, gdyby nie to, że część moich „lepszych” kolegów z działu traktowała mnie jak osobę gorszej kategorii, która nadaje się jedynie do odwalania najgorszych prac i robienia za nich tego, czego oni aktualnie nie chcą robić.

38Nie jestem w stanie policzyć ile razy zajmowałam się czymś, czym zgodnie z moim zakresem obowiązków nie powinnam się zajmować, bo to należało do doradców. Kolegom jakoś nie przeszkadzało, że i tak mam mnóstwo swoich własnych obowiązków, a z ich dodatkową pracą po prostu się nie wyrabiam. Przez dwa lata znosiłam to upokorzenie w milczeniu, bo nie stać mnie było na stratę tej pracy. Moja niezależność życiowa zależała w tamtym czasie wyłącznie od niezależności finansowej, dlatego i pracę i pieniądze mieć musiałam. Wątpię, czy udałoby mi się znaleźć coś innego, zwłaszcza, że nie mam wykształcenia wyższego.

Gdy jakiś czas temu awansowałam na doradcę, doradca ds. sprzedaży Kielce, postanowiłam, że teraz ja pokażę na co mnie stać. Przez dwa lata uczyłam się pracy doradcy, jako zajęcia dodatkowego, i tą wiedzę nareszcie mogłam zacząć wykorzystywać. Już w drugim miesiącu pracy zdobyłam najwyższy wynik sprzedażowy w firmie, a moi zazdrośni koledzy padli ze zdziwienia.

Zasłużony awans

Jestem niezmiernie dumny z mojej narzeczonej, która przedwczoraj dostała awans na stanowisko doradcy ds. sprzedaży Zamość. Do przedwczoraj Marietta pracowała jako zwykła asystentka działu sprzedażowego, jednak jej przełożony w końcu docenił zaangażowanie mojej narzeczonej i zaproponował jej przejście na stanowisko doradcy.

45Zanim w ogóle dowiedziałem się o awansie Marietty wiedziałem, że wydarzyło się coś ważnego, bo gdy narzeczona wpadła po pracy do mieszkania wyglądała tak, jakby nagle ktoś wręczył jej 10 tysięcy złotych w gotówce i powiedział, że może to wydać jedynie na ubrania, buty i kosmetyki dla siebie. Wystarczył jeden rzut oka na jej roześmianą twarz by zacząć podejrzewać, że wydarzyło się coś wspaniałego.

Nie musiałem długo czekać na tłumaczenia narzeczonej, bo Marietta jak tylko się rozebrała od razu rzuciła mi się na szyję i powiedziała, że dostała awans i od przyszłego tygodnia rozpoczyna prace jako doradca ds. sprzedaży. Cieszyłem się jej szczęściem i gratulowałem rozwoju kariery w wymarzonym kierunku.

Przez ostatnie dwa dni Marietta chodziła jak na skrzydłach – cały czas uśmiechała się pod nosem i widać było, że cieszy z otrzymanej szansy. Mam nadzieję, że zgodnie z oczekiwaniami narzeczonej jej nowa praca przyniesie jej wiele radości i sprawi, że nadal będzie chciała rozwijać się w branży sprzedażowej. Życzę jej tego z całego serca!