Zanim dostałam awans na stanowisko samodzielnego doradcy ds. sprzedaży, przez długi czas pracowałam jako pomoc w dziale sprzedażowym. Przez blisko dwa lata byłam najniższym pracownikiem w firmie, co bardzo mi przeszkadzało. Może byłoby inaczej, gdyby nie to, że część moich „lepszych” kolegów z działu traktowała mnie jak osobę gorszej kategorii, która nadaje się jedynie do odwalania najgorszych prac i robienia za nich tego, czego oni aktualnie nie chcą robić.

Nie jestem w stanie policzyć ile razy zajmowałam się czymś, czym zgodnie z moim zakresem obowiązków nie powinnam się zajmować, bo to należało do doradców. Kolegom jakoś nie przeszkadzało, że i tak mam mnóstwo swoich własnych obowiązków, a z ich dodatkową pracą po prostu się nie wyrabiam. Przez dwa lata znosiłam to upokorzenie w milczeniu, bo nie stać mnie było na stratę tej pracy. Moja niezależność życiowa zależała w tamtym czasie wyłącznie od niezależności finansowej, dlatego i pracę i pieniądze mieć musiałam. Wątpię, czy udałoby mi się znaleźć coś innego, zwłaszcza, że nie mam wykształcenia wyższego.

Gdy jakiś czas temu awansowałam na doradcę, doradca ds. sprzedaży Kielce, postanowiłam, że teraz ja pokażę na co mnie stać. Przez dwa lata uczyłam się pracy doradcy, jako zajęcia dodatkowego, i tą wiedzę nareszcie mogłam zacząć wykorzystywać. Już w drugim miesiącu pracy zdobyłam najwyższy wynik sprzedażowy w firmie, a moi zazdrośni koledzy padli ze zdziwienia.

Napisz komentarz