Nerwy w domu

W większości przypadków staram się nie przynosić swoich zawodowych smutków i nerwów ze sobą, do domu, bo nie chcę, by moi bliscy uważali mnie za jakiegoś mruka i nerwusa, który nie potrafi odseparować spraw zawodowych od prywatnych. Co by się nie działo, tak zawsze przed przekroczeniem progu domu próbuję się uspokoić, przybrać prawdziwie radosną minę i nie dać po sobie poznać, że coś jest ze mną nie tak. Gdybym starał się choć odrobinkę mniej, na pewno moje dwie małe córki od razu wyczułyby, że tatuś jest jakiś spięty i podenerwowany. Żonie wystarczy zaledwie jeden rzut oka na moją twarz i już wie czy mam dobry humor czy jestem przytłoczony pracą. Mogę świetnie udawać przed dziewczynkami, jednak przed żoną niczego nie ukryję.

12Przez całe popołudnie trzymam nerwy na wodzy i nie narzekam na swój zawód, na obowiązki, na kadrę zarządzającą i klientów, doradca ds. sprzedaży Zielona Góra. Dopiero wieczorem, gdy dziewczynki pójdą już spać, a my mamy czas tylko dla siebie mogę bez przeszkód opowiedzieć żonie z czym mam problem i o czym w danym momencie myślę. Nie podsłuchują nas wtedy małe, wścibskie uszy, dlatego mogę być szczery i pokazać prawdziwe, targające mną negatywne emocje.

Moja małżonka jest świetną słuchaczką (pewnie po części dlatego została moją żoną), a do tego zawsze potrafi dać mi dobrą radę i jakoś wesprzeć na duchu. Jej pocieszanie nie ogranicza się do suchego „Nie martw się, będzie dobrze”, a zawsze ma głębszy sens i jest bardzo pomocne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *